www.ulicaprosta.net
http://forum.ulicaprosta.net/

Dylematy moralne w pracy
http://forum.ulicaprosta.net/viewtopic.php?f=8&t=1309
Strona 1 z 10

Autor:  wujcio [ Wt wrz 27, 2011 8:17 pm ]
Tytuł:  Dylematy moralne w pracy

Cytuj:
Sprzedawanie nauk fałszywych nauczycieli oznacza albo ich popieranie, albo obojętność na to, czy ludzie karmią się trucizną, albo brak duchowego rozeznania - a to sugeruje, że od takich zatrutych źródeł lepiej trzymać się z daleka.

To wszyscy, którzy prowadzą księgarnie i sprzedają różne książki - w tym te, które są trucizną - popierają zawarte tam nauki, albo są wobec ludzi, którzy je czytają obojętni ?

Autor:  Smok Wawelski [ Wt wrz 27, 2011 9:41 pm ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

A czy aptekarzowi sprzedającemu cyjanek potasu wśród innych towarów dobro klientów leży na sercu? Czy może są mu obojętni, albo chce im zaszkodzić?

Autor:  wujcio [ Śr wrz 28, 2011 2:45 pm ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

Cytuj:
A czy aptekarzowi sprzedającemu cyjanek potasu wśród innych towarów dobro klientów leży na sercu? Czy może są mu obojętni, albo chce im zaszkodzić?

Moim zdaniem zły przykład.
Po pierwsze. Aptekarze nie sprzedają cyjanku potasu.
Natomiast osoba sprzedająca cyjanek potasu może mieć na uwadze "dobro klienta" któremu sprzedaje cyjanek, a nie ma na uwadze "dobra klienta", który ten cyjanek będzie jadł.
Może być też tak, że osoba sprzedająca cyjanek ma to w nosie i jest jej obojętne "dobro kilienta" który cyjanek kupił i "dobro" tego kto ten cyjanek zje.
Może być też tak, że sprzedając cyjanek klientowi chce mu zaszkodzić, bo zamierza sprawę zgłosić policji, a w ten sposób uratować tego dla kogo ten cyjanek jest przeznaczony.
Może być też tak, że zawartość cyjanku jest tak mała, że nic on nikomu nie zaszkodzi i wtedy nie ma na uwadze dobra klienta, któremu ten cyjanek sprzedaje, a ma na uwadze dobro tego komu ten cyjanek jest sprzedawany.
Można rozważać jeszcze pewnie i wiele innych sytuacji, które mogą wyniknąć ze sprzedaży cyjanku, tylko pytanie po co ? Dlatego uważam przykład za niezasadny :D

Po durgie i tu do rzeczy.
Moje pytanie dotyczyło czegoś innego - i tu sorry, mogłem to napisać wprost :oops: - mianowicie, odpowiedzi na pytanie jakie zawody mogą wykonywać chrześcijanie ?
I niestety wychodzi, że jeśli wierzący będzie brał udział w sprzedaży książek ( albo też w ich tłumaczeniu ) - jak wydawca, właściciel księgarni, sprzedawca takich książek, które są złe, błędne, czynia szkody itp. to oznacza, że z takiej pracy musi zrezygnować.
Tak naprawdę, to nie jest w stanie zweryfikować wszystkich książek, które sprzedaje, zatem - niejako z marszu - praca jest do zmiany.

Autor:  Smok Wawelski [ Śr wrz 28, 2011 2:57 pm ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

Po pierwsze, księgarnia chrześcijańska jest miejscem, w którym z definicji powinno się sprzedawać produkty służące duchowemu zdrowiu i rozwojowi klientów - w tym sensie można ją porównać do apteki. Po drugie, aptekarz nie powinien mieć w nosie tego, co i komu sprzedaje. Gdyby miał, nie powinien pracować w żadnym sklepie, a cóż dopiero w aptece. Po trzecie, nie ma takiej ilości cyjanku potasu, która nie wpływałaby negatywnie (najczęściej śmiertelnie) na organizm człowieka. Twoje przykłady ie odnoszą się do aptek i rzeczywiście są nie na temat.

wujcio napisał(a):
I niestety wychodzi, że jeśli wierzący będzie brał udział w sprzedaży książek (albo też w ich tłumaczeniu ), które są złe, błędne, czynia szkody itp. to oznacza, że z takiej pracy musi zrezygnować.
Nie musi rezygnować z pracy tłumacza lub księgarza w ogóle. Po prostu nie powinien przyjmować zleceń tłumaczenia szkodliwych materiałów i brać udziału w ich rozpowszechnianiu. To jest chyba dosyć oczywiste, no nie?

Autor:  Ernest H. [ Cz wrz 29, 2011 9:08 am ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

Smok Wawelski napisał(a):
Nie musi rezygnować z pracy tłumacza lub księgarza w ogóle. Po prostu nie powinien przyjmować zleceń tłumaczenia szkodliwych materiałów i brać udziału w ich rozpowszechnianiu. To jest chyba dosyć oczywiste, no nie?


Smoku, czy w ten sposób nie zmierzamy do stworzenia "indeksu ksiąg zakazanych"? Na ile tłumacz, przed przyjęciem zlecenia, jest w stanie określić czy i na ile dana publikacja jest szkodliwa? Czy przed zleceniem ma sprawdzać, czytać itp? Co jeśli dana książka tylko w pewnym procencie jest szkodliwa? (Swoją drogą mało jest książek - oprócz Biblii :D - które w 100% zawierają tylko to, co dobre).
Z księgarzem jest podobnie - ma czytać wszystkie książki przed wystawieniem na półkę? Ma dokonywać swoistej selekcji? Na jakiej podstawie? Swojego przekonania? (A może jego przekonanie jest błędne?). Czy to czasem nie cenzura?

Autor:  Smok Wawelski [ Cz wrz 29, 2011 9:47 am ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

"Ten nakaz daję ci, synu Tymoteuszu, abyś według dawnych głoszonych o tobie przepowiedni staczał zgodnie z nimi dobry bój, zachowując wiarę i dobre sumienie, które pewni ludzie odrzucili i stali się rozbitkami w wierze; do nich należą Himeneusz i Aleksander, których oddałem szatanowi, aby zostali pouczeni, że nie wolno bluźnić" [I Tym. 1:18-20]

"A pospolitej, pustej mowy unikaj, bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążali w coraz większą bezbożność, a nauka ich szerzyć się będzie jak zgorzel; do nich należy Hymeneusz i Filetos, którzy z drogi prawdy zboczyli, powiadając, że zmartwychwstanie już się dokonało, przez co podważają wiarę niektórych" [II Tym. 2:16-18]

To jest rodzaj cenzury - "nauk tych panów nie podzielamy i ich książek nie sprzedajemy, ponieważ podważają wiarę niektórych i bluźnią". Paweł wymienił z imienia ludzi, którzy nauczają fałszywie i którzy zboczyli z drogi prawdy. Oczywiście, że tłumacz powinien przeczytać to, co ma tłumaczyć, bo bierze za to odpowiedzialność. Sam jako tłumacz musiałem odrzucić niektóre propozycje właśnie z tego powodu. Jeśli materiał zawiera treści sprzeczne z przekonaniami tłumacza na tyle, że uważa je za szkodliwe, to nie powinien postępować wbrew własnemu sumieniu. Księgarz również powinien dokonywać selekcji tego, co sprzedaje - bo przecież jeśli nie chce sprzedawać pornografii w księgarni chrześcijańskiej, to również stosuje jakiś rodzaj cenzury i np. takiego "Playboya" wciąga na "indeks ksiąg zakazanych", prawda?

P.S.
Żeby nie było, że stosuję jakieś zbyt mocne porównania: Uważam, że w chrześcijańskiej księgarni nie powinno się sprzedawać wszystkiego jak leci tylko dlatego, że ma etykietkę "chrześcijańskie". Na przykład publikacje autorów głoszących innego Jezusa wykraczają poza nawias bluźnierstwa. Aptekarzem nigdy nie zostaje osoba nie mająca pojęcia o tym, co sprzedaje, bo chodzi o zdrowie klientów. Podobnie jest z księgarzem chrześcijańskim.

P.S. 2
"Indeks ksiąg zakazanych" i "cenzura" to w ogóle nie są określenia pasujące do tematu. Jedno i drugie jest zakazem powszechnym dla wszystkich i we wszystkich miejscach. A my rozmawiamy o jednym konkretnym miejscu, w którym sprzedawca decyduje, co będzie sprzedawał, a co nie. Ja nie odbieram nikomu prawa do kupowania książek autorów Ruchu Wiary w księgarni kościoła "Jezus jest Panem". Uważam, że należy obchodzić z daleka miejsca, w których promuje się fałszywe nauki. Każdy zrobi z tym ostrzeżeniem to, co będzie chciał.

Autor:  Ernest H. [ Cz wrz 29, 2011 10:32 am ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

Smok Wawelski napisał(a):
"Indeks ksiąg zakazanych" i "cenzura" to w ogóle nie są określenia pasujące do tematu. Jedno i drugie jest zakazem powszechnym dla wszystkich i we wszystkich miejscach. A my rozmawiamy o jednym konkretnym miejscu, w którym sprzedawca decyduje, co będzie sprzedawał, a co nie. Ja nie odbieram nikomu prawa do kupowania książek autorów Ruchu Wiary w księgarni kościoła "Jezus jest Panem". Uważam, że należy obchodzić z daleka miejsca, w których promuje się fałszywe nauki. Każdy zrobi z tym ostrzeżeniem to, co będzie chciał.


W tym, co piszesz, jest sporo racji, ale... no właśnie. Rozumowanie, które stoi za powyższym stwierdzeniem (podkreślenie), zmusza mnie do postawienia kolejnych pytań - bardziej ogólnych.

Co ze sprzedawcą-chrześcijaninem pracującym np. w sklepie spożywczym, kiosku Ruchu itp.? Przecież w tym punktach także sprzedaje się rzeczy, które są sprzeczne z chrześcijańskimi wartościami (sumieniem) - papierosy, alkohol, pornograficzne pisma, pisma promujące okultyzm (np. Wróżka itp).

Rozumiem, że jeśli chrześcijanin jest właścicielem takiego punktu, to może mieć pewien wpływ na to, co sprzedaje (chociaż jeśli chodzi o dystrybucję prasy, to już chyba nie). Ale co z pracownikiem najemnym? Ma rzucić pracę w sklepie, w kiosku?

P.S. Może nie do końca w temacie, ale takie pytania mi się nasuwają

Autor:  Smok Wawelski [ Cz wrz 29, 2011 10:58 am ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

Rzeczywiście, nie jestem pewien, czy to jest właściwy wątek. W dodatku w dziale: "Historia Kościoła". Może załóż nowy? Bo pytania są jak najbardziej współczesne.

Autor:  Milenka [ Cz wrz 29, 2011 4:45 pm ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

pamiętam jak u nas w zborze ludzie mówili o zwalnianiu się z drukarni,gdzie drukowano czasopisma nie mające nic wspólnego z przyzwoitością.

Autor:  Owieczka [ Pt wrz 30, 2011 6:51 am ]
Tytuł:  Re: Kościół w Polsce

Pewnie Admin przeniesie ten wątek...mam nadzieję.
Ja to się zastanawiam nawet nad szkołą, która jest miejscem dla wielu psychologicznych i new age'owskich eksperymentów na dzieciach i młodzieży. Nauczycieli i uczniów zmusza się do udziału w różnych akcjach i szkoleniach, od których aż mdli. Dzieci np. uczy się medytacji, a nauczycielom pokazuje się, jak uzyskać spokój w sytuacjach stresowych poprzez łączenie palców ( takie czary mary)- szukanie jakichś punktów. W podręcznikach od polskiego można znaleźć cały Babilon. No i ta katolicka indoktrynacja...zmuszanie do rekolekcji i uczestnictwa we mszy( nawet biernej, ale jednak, a czasem i czynnej- "niech chór coś zaśpiewa"). Nauczyciele poza tym mają zupełnie inny system wartości( jako osoby niewierzące), więc wychowują wg własnych upodobań i poglądów. Ja ze swoimi jawię się jak kosmitka, czuję samotna i przeciwko całemu światu. Siedzę cicho na radach i gryzę palce, kiedy słyszę to durne psychologizowanie i rady z sufitu, zmarnowany czas. Dochodzi jeszcze inny czynnik- chamstwa i arogancji. Jest tego w szkole tak dużo, że czasem człowiek wysiada psychicznie. Patrzysz na młodych ludzi idących do piekła z uśmiechem na ustach i nie możesz nic zrobić, bo cię nie posłuchają. Słuchasz, jak wyśmiewają się z twojego Boga( jeśli zdarzy ci się coś o Nim powiedzieć) i z ciebie( "poje***a nawiedzona"""ci"""a- to określenia, które słyszę czasem z ust gimnazjalistów). Czujesz się tak, jakbyś brnął w bagnie. Czy to jest miejsce dla osoby wierzącej?

Autor:  Rafał [ Pt wrz 30, 2011 9:28 am ]
Tytuł:  Re: Dylematy moralne w pracy

Znany zapewne dobrze fragment z listu do zboru w Sardes:

(1) A do anioła zboru w Sardes napisz: To mówi Ten, który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd: Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły. (...) (4) Lecz masz w Sardes kilka osób, które nie skalały swoich szat, więc chodzić będą ze mną w szatach białych, dlatego że są godni.

Obawiam się, że gdziekolwiek byśmy nie pracowali "na etacie", to spotkamy się z praktykami antychrześcijańskimi. Ważne zatem jest to, co my robimy w tych sytuacjach. Czy razem z innymi praktykujmy i wdrażamy przeciwne Bogu rzeczy, czy też dajemy świadectwo prawdzie - raz ciszej, raz głośniej, ale zawsze jesteśmy po stronie Jezusa.

Pan Jezus się modlił, aby Jego uczniowie byli zachowani od złego, ale nie o to, żeby byli zabrani ze świata.

Mnie w pracy też aktualnie wysyłają na szkolenia z psychologami, którzy ludzi zamienili na zwierzęta (cztery temperamenty - lew, bóbr, wydra, seter). Słucham tych bzdur ze smutkiem, ale jednocześnie mam możliwość poznawać szczegóły zwiedzenia psychologii i rozmawiać później z ludźmi o tym. I co ważne, nie wdrażam tych bzdur w mojej pracy, a gdyby ktoś mnie chciał do tego zmusić, to odmówię. Może wtedy stracę pracę? Trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi.

Widzę tutaj wyraźną różnicę, między sytuacją, gdy sam osobiście prowadzę działalność gospodarczą i decyduję, czy będę sprzedawał alkohol i papierosy, czy też nie, a sytuacją pracy chrześcijanina na kasie w hipermarkecie, gdzie w żaden sposób od niego nie zależy, że w tym miejscu ludzie mogą kupować i papierosy i alkohol...
Podobnie wygląda to chyba w sytuacji prowadzenia księgarni, a pracą w księgarni.

Autor:  Smok Wawelski [ Pt wrz 30, 2011 9:55 am ]
Tytuł:  Re: Dylematy moralne w pracy

Zgoda, ale z jednym zastrzeżeniem - sprzedawca w księgarni chrześcijańskiej może mieć wpływ na właściciela, jeśli obaj są chrześcijanami. Wtedy jest szansa na to, że sprzedawca nie będzie musiał proponować trucizny klientom, bo może przekonać właściciela na podstawie Pisma, że trucizna jest trucizną. Pracowałem kiedyś w księgarni chrześcijańskiej, której właścicielem nie byłem. Właściciel (brat w Chrystusie) poszedł w kierunku ekumenicznym i zaczął sprzedawać również katolickie tytuły zaprzeczające Ewangelii. A ja miałem tyle czasu, że mogłem sobie różne książki przynajmniej przeglądnąć i potem prosiłem właściciela, żeby to pozdejmował, bo Pana Boga obraża. Nie posłuchał. Ja przestałem tam pracować, a księgarnia jakiś czas później i tak upadła.

Autor:  szelka [ Pt wrz 30, 2011 8:48 pm ]
Tytuł:  Re: Dylematy moralne w pracy

W nawiązaniu do wypowiedzi Rafała:
Swego czasu miałam propozycję pracy w prywatnej szkole chrześcijańskiej, która właśnie otwierała się w mieście. Byłam nawet na rozmowie wstępnej. Wydawałoby się idealna sytuacja, trudno o lepszą. Ale wyobraźcie sobie, że nie zdecydowałam się na tę pracę z powodu braku pokoju wokół tej decyzji i narastających wątpliwości.

Z całym przekonaniem za to, pracuję teraz w zwykłej szkole publicznej i uważam ją za swoje miejsce. Wcale nie dlatego, że wszystko tam gra i pasuje.

Uważam, że chrześcijanie są potrzebni w świecie (tak jak lampy w ciemności) nie w zamkniętych enklawach, "chrześcijańskich osiedlach monitorowanych" :) Nie walczę z samym pomysłem tworzenia chrześcijańskich szkół, stowarzyszeń, kawiarni, księgarni, ale trochę się obawiam, że w niektórych wypadkach niejako szyld już wystarczy i może zasłonić prawdę...A czasami i na kompromis trzeba pójść, żeby szyld utrzymać :(

Kiedyś czytałam książkę będącą świadectwem człowieka, który w pełni świadomie i z pokojem w sercu zdecydował się zamieszkać z rodziną i małymi dziećmi (!) w Dzielnicy Czerwonych Świateł w Amsterdamie, ponieważ widział tam pole misyjne. Niestety nie pamiętam tytułu ani nazwiska. Okazało się że się nie pobrudził, nie pobrudziła się jego rodzina, natomiast przyprowadził do Chrystusa wiele potrzebujących kobiet.

A wracając do tematu- tak to jest, ciągle będziemy musieli dokonywać wyboru, a ludzie będą patrzyli jak żyjemy i jak się zachowujemy w różnych sytuacjach. I czasem wzruszą ramionami, a czasem ich to zastanowi. Taki jest układ.

Autor:  GrainTrader [ Pn lip 06, 2015 9:20 pm ]
Tytuł:  Re: Dylematy moralne w pracy

Zastanawiałem się czy nie założyć nowego wątku w temacie " Jakiej pracy nie powinien wykonywać chrześcijanin" lub " Jakiej pracy powinien unikać chrześcijanin". Mam kilka dylematów, które naszły mnie. Proszę od razu, aby nikt nie poczytał tego co napiszę, jako coś co stwierdzam z całą stanowczością lub, by nie poczuł , że piszę w tym momencie ad personam. Wiem, że niektórzy mają taki czy inny zawód, ale chciałbym , abyśmy wspólnie się zastanowili nad pewnymi wątpliwościami. I tak jak pisał Rafał, musielibyśmy wyjść ze świata, żeby przestać w nim być. Ale pytanie brzmi: Jak mamy w nim pozostawać?

Czy takie zawody i praca jak : handlowiec zbożami ( czyli ja) - gdzie wiem jakimi środkami rolnicy opryskują zboża, że czasem są one nielegalne, trujące, randapują rzepak, a potem ja ten rzepak wprowadzam do obrotu. Mówię o ogólnym zjawisku, o którym wiadomo, że niektórzy tak robią, bo przecież za rękę nikogo nie złapałem, ale mam świadomość, że niektóre środki ochrony roślin są niedopuszczone przez prawo do obrotu , a mimo to zdarza się, że rolnicy je stosują i tym samym działają na szkodę ludzi, bo nie wiemy jaka dawka może okazać się tą, przy której ktoś bardziej podatny lub uczulony, może odczuć to na zdrowiu. Czy sama świadomość tego faktu nie powinna dyskwalifikować takiej pracy? Albo sprzedawca środków ochrony roślin i nawozów, który wie, że korporacja i koncern ma gdzieś zdrowie człowieka, liczy się pieniądz i słupki na komputerach szefów.

Aptekarz.
Przecież zdaje sobie sprawę, że na przykład szczepionki , które sprzedaje zawierają choćby rtęć, czy inne substancje szkodliwe, ale sprzedaje je rodzicom, ci szczepią dzieci, a później niektóre lądują z porażeniem mózgowym, i innymi chorobami nieodwracalnymi na przykład w ośrodku , gdzie pracuje moja bratowa. Czy taki aptekarz(aptekarka) nie dokłada tejże "złej cegiełki" swoją pracą? Przecież wie, że czasem nie liczy się dobro pacjenta i chorego, tylko to , że ma zrobić plan sprzedażowy, bo wymaga od niego tego szef, a od szefa firma , która mu po dobrych cenach wciska te leki. On dostaje bonusy, premie, nawet wycieczki, a aptekarz ma na to zarobić, czasem wciskając ludziom leki, nawet gdy w danym momencie ich nie potrzebują. I proszę mi nie mówić , że tak nie jest, bo czasem obserwuję jak pani stoi przy okienku, a pani zza lady: "a może jeszcze tę witaminkę albo taki lek na wątrobę, może to może tamto" Oczywiście, że w takich przypadkach nie wciska usilnie trucizny, ale samo podejście nie jest uczciwe w moim przekonaniu.

Nauczyciel na przykład fizyki? Kreacjonizmu nie pozwolą mu uczyć, więc z miejsca powinien chyba odpuścić sobie ten rodzaj aktywności? Nieprawdaż? Nie wyobrażam sobie będąc chrześcijaninem nauczać , że "...millions and millions years ago..."

Sprzedawca w księgarni
innej niż chrześcijańska. Jak dla mnie odpada i chyba nie muszę pisać dlaczego.

Bibliotekarz/karka. Czy ktoś kto pracuje jako bibliotekarz w szkole, wiedząc jakie pozycje są na półkach obecnie, wydając je uczniom, wszelkie lektury; Tolkieny , nie Tolkieny ( " Hobbit. Tam i z powrotem" - lektura w I klasie gimnazjum , nie wiem czy we wszystkich szkołach), magia, czary w lekturach, światowe książki itd... czy jako chrześcijanin powinien przykładać do tego rękę i chcąc nie chcąc akceptować to, że wie jakie są treści w tych książkach, a mimo to godzi się na wydawanie tych książek uczniom, dzieciom?

Jakie macie przemyślenia w tej kwestii? Jakie zawody przychodzą Wam jeszcze na myśl, gdzie po zastanowieniu również można by znaleźć podobne dylematy?

Autor:  Owieczka [ Pn lip 06, 2015 9:31 pm ]
Tytuł:  Re: Dylematy moralne w pracy

Cytuj:
Nauczyciel na przykład fizyki? Kreacjonizmu nie pozwolą mu uczyć, więc z miejsca powinien chyba odpuścić sobie ten rodzaj aktywności? Nieprawdaż? Nie wyobrażam sobie będąc chrześcijaninem nauczać , że "...millions and millions years ago..."


Jestem nauczycielką języka polskiego w szkole podstawowej. W podręczniku do klasy VI był cały rozdział dot. "nauki", ewolucji, powstania świata (w formie artykułów popularnonaukowych). Pogląd biblijny też był wspomniany- obok mitów (i tak potraktowany);pod artykułami: seria zadań sugerująca wyższość "nauki" nad mitami. Jak dotąd nikt mi nie zabrania mówić prawdy. Artykuły i zadania stały się okazją do szerszej dyskusji i obalenia niektórych kłamstw. Nie wiem, co by było, gdyby to doszło do uszu dyrekcji czy pań "ewaluatorek" ...na razie chyba nikt nie ingeruje w coś, co robię w klasie, a na hospitację po prostu nie wybieram takich tematów (hospitacje są zapowiadane). Myślę, że póki co fizyk czy biolog też może tak postępować, a rozdziały dot. ewolucji czy powstawania świata i liczenia tego w "miliardach lat" i "wielki wybuch" traktować jako...teorię. Jedną z wielu teorii, którą uczeń musi znać (aby zdać egzamin), ale nie musi w to...wierzyć.

Strona 1 z 10 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/